Wegańskie świąteczne obwarzanki

Wspominałam już, że w moim domu rodzinnym od lat kultywujemy tradycję świątecznego wypiekania obwarzanków. Babcia zwykle wcześniej przygotowuje kilogramy ciasta drożdżowego, które następnie kroimy, formujemy, maczamy i układamy na zmianę ja, moja mama, ciocia, kuzynka.

Nie wiem czy to przypadek, czy podświadomość, ale podczas kolejnych prób stworzenia idealnego wegańskiego ciasta drożdżowego na bezzbożowej mące, niechcący zrobiłam swoje własne, zdrowe obwarzanki. Choć nie każdemu drożdże służą (na czele ze mną), myślę że magia świąt sprawi, że wielu się na te obwarzanki skusi.

Chociaż moce przerobowe moja rodzina ma nie tylko w pieczeniu świątecznych ciastek, ale także w ich błyskawicznym pochłanianiu, zwykle spora ich część ląduje u znajomych, jako forma bożonarodzeniowego podarunku. I tym razem nie będzie inaczej, zamierzam bowiem poczęstować Was moim uzdrowionymi obwarzankami na Wegańskich Świętach 16 grudnia na Mysiej 3 w Warszawie.

Przybywajcie zatem tłumnie, a tymczasem – przepis:

fullsizeoutput_b4

Składniki na ciasto

  • 150ml ciepłego mleka kokosowego
  • około 400g mąki jaglanej + do podsypania blatu
  • Ok 20 g drożdży
  • 6 dużych łyżek syropu z agawy
  • 2 łyżki oleju kokosowego

Składniki na masę makową

  • 250 g białego maku
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • 4 łyżki syropu z agawy/klonowego
  • Garść suszonej żurawiny
  • Garść orzechów włoskich
  • Garść płatków migdałowych
  • Aromat pomarańczowy

 fullsizeoutput_b6

Przygotowanie:

Drożdże i syrop z agawy rozpuszczamy w ciepłym mleku kokosowym i odstawiamy na około 10 minut.

Do mleka dodajemy mąkę, rozpuszczony olej i syrop, zagniatamy ciasto. Moje wyszło na tyle gęste, że dodałam jeszcze trochę wody mineralnej. Po zagnieceniu ciasto powinno być miękkie i błyszczące, ale nie lejące się.

Odstawiamy do wyrośnięcia na co najmniej godzinę pod przykryciem, w ciepłym miejscu. Urokami mąk bezglutenowych jest między innymi to, że potrzebują zwykle więcej czasu, żeby urosnąć.

W tym czasie możemy zająć się makiem. Wsypujemy go do garnka, zalewamy sporą ilością wody (tak żeby pokryła mak i jeszcze 1 cm. więcej), doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy jeszcze przez około pół godziny. Po tym czasie odcedzamy mak (najlepiej przez lnianą ściereczkę albo gazę) i wyciskamy z niego wodę. Następnie mak trzeba zmielić. Ja tym razem miała wyjątkowe szczęście użyć do tego pracochłonnego manewru Thermomixa, jeśli go nie macie, możecie przetrzeć go przez maszynkę, spróbować blendera z ostrzem typu S, lub… kupić gotową masę makową. Jest to jakaś droga na skróty.

Kiedy mak zostanie już przetarty, wrzucamy go do garnka i dodajemy wszystkie składniki na masę. Lekko podgrzewamy mieszając. Uważamy z podjadaniem, żeby nie zabrakło na obwarzanki – mogą wyjść za suche (wiem, że jest ciężko, ale ta masa jest taka dobra…).

Zanim rozwałkujemy wyrośnięte ciasto, blat sypiemy mąką, można też położyć na nim folię spożywczą (wtedy łatwiej będzie złożyć ciasto). Formujemy z ciasta prostokąt o grubości mniej więcej 1/2 cm. Na wierzchu rozprowadzamy masę makową. UWAGA – masa powinna być wystudzona. Inaczej ciasto zacznie się nam rozpadać i trudniej będzie formować ciastka. Kiedy cała powierzchnia ciasta będzie już pokryta masą makową, używając folii, lub delikatnie rękoma, odrywamy jedną krawędź ciasta i “na zakładkę” przykrywamy je do drugiej krawędzi – w efekcie mają powstać dwa pięterka ciasta, a między nimi mak.

Ciasto tniemy na paski o grubości około 1 cm. Wycięty pasek chwytamy palcami w połowie (tak by powstały zwisające wąsy), łapiemy drugą dłonią i zakręcamy obydwa końce w przeciwnych kierunkach. Łączymy je ze sobą i oto mamy swój pierwszy, pokraczny obwarzanek (zakładam, że pokraczny, bo ciasto jaglane nie jest aż tak wdzięczne do modelowania jak pszenne).

Ciastka układamy na papierze do pieczenia na blaszce i wstawiamy do piekarnika na ok 30 minut w temperaturze 180 stopni C. Sprawdzajcie czy się nie przypalają, z doświadczenia wiem, że każdy piekarnik piecze inaczej.

Kiedy obwarzanki będą już upieczone, można je udekorować. Trzeba tylko poczekać aż wystygną.

Wiem, że żadnego łasucha nie powstrzymam przed ich spróbowaniem od razu, ale najlepiej smakują następnego dnia.

Treat yoursefl,

Marta.

fullsizeoutput_be

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s